Formuła 1 bywa brutalna, zwłaszcza w sytuacji w której przez cały weekend jesteś najlepszy, a ostatecznie przegrywasz nie popełniając ani jednego błędu. Przypadek Lando Norrisa, który przegrał wyścig o Grand Prix Hiszpanii sprowokował świat F1 do dyskuzji na temat zasad wirtualnej neutralizacji.
Chronologia wydarzeń.
Jest 14. okrążenie. Lando pewnie prowadzi w wyścigu i zdołał wypracować sobie przewagę ponad 6 sekund nad drugim Kimim Antonellim. Wtedy Lance Stroll zatrzymuje się w 20 zakręcie z powodu awarii hamulców. Co ważne, jego samochód stoi blisko bramy awaryjnej, służącej między innymi do ściągania samochodów. Mimo wszystko, co oczywiste z punktu widzenia bezpieczeństwa, na torze pojawiają się żółte flagi, które przerodziły się w wirtualną neutralizację.
Regulamin sportowy F1: Wszystkie samochody muszą zredukować prędkość i utrzymać minimalny czas przejazdu wyznaczony przez FIA ECU minimum raz w każdym sektorze porządkowym
To idealny moment na zjazd do alei serwisowej, zwłaszcza podczas wyścigu w którym wyprzedzanie jest niemalże niemożliwe, a strategia i zużycie opon stało pod dużym znakiem zapytania. Antonelli i Verstappen zdążyli zjechać do pit lane, Lando Norris nie. W momencie neutralizacji sytuacja na torze wyglądała następująco.

VSC trwało dokładnie 2 minuty i 3 sekundy. Norris musiał przejechać całe okrążenie żeby znaleźć się w alei serwisowej. Nie zdążył zjechać w trakcie trwania VSC. Po postoju (i to wolnym, ~ 7 sekund.) wraca na tor na 5. miejscu, a kończy wyścig na 3. pozycji.
Lando Norris po GP Hiszpanii // Formula 1: Powinieneś wygrywać dzięki najlepszym osiągom, dobrej strategi, decyzji o przedłużeniu przejazdu i tym podobnym. A dzisiaj pewna reguła jednym dawała dużo większe korzyści, niż innym.
Zbliżamy się do sedna sprawy. Norrisowi zabrakło pięciu sekund aby znaleźć się w takim samym położeniu jak Kimi i Max. Pięć sekund później, Kimi też nie skorzystałby na VSC. Ale w niedzielę to lider wyścigu był jednym kierowcą z czołówki, który nie mógł wykorzystać okresu neutralizacji, co było jednoznaczne z porażką w wyścigu, ponieważ na Madringu wyprzedzanie było po prostu niemożliwe. Nie ulega jednak wątpliwości - co po wyścigu przyznali zarówno Max jak i Kimi - że Norris miał najlepsze tempo z całej trójki. To niesprawiedliwość, czy brutalna część sportu?
Po co nam VSC?
Sama procedura wirtualnej neutralizacji została wprowadzona w 2015 roku i jest skutkiem ostatniego śmiertelnego wypadku w Formule 1, gdy Jules Bianchi w trakcie Grand Prix Japonii uderzył w dźwig ściągający zatrzymany na torze samochód. Zatem na pierwszy plan wysuwa się nam bezpieczeństwo, które zawsze jest najważniejsze. Wykorzystanie VSC ma polegać na zwolnieniu samochodów na torze przy zachowaniu takich samych odstępów między kierowcami. Co do zasady, wirtualna neutralizacja nie powinna wpływać na przebieg rywalizacji. Zatem różnica między pełną neutralizacją a wirtualną jest znacząca. Samochód bezpieczeństwa zawsze będzie miał wpływ na całą stawkę. VSC, które tak jak w tym przypadku może trwać zaledwie 2 minuty, daje szansę na zyskanie przewagi pod warunkiem, że jesteś w dobrym miejscu, w dobrym czasie.
O ile trudno dyskutować o trafności i czasie wywołania VSC (znów, bezpieczeństwo najważniejsze), tak moment zakończenia neutralizacji jest już w pełni zależny od decyzji dyrekcji wyścigu. Ale skoro zagrożenie z toru zostało usunięte, dlaczego mielibyśmy przedłużać czas trwania VSC? To jeden z pomysłów, który pojawił się po zakończeniu rywalizacji w Madrycie. Aby wyrównać szanse i nie dawać przewagi wynikającej wyłącznie z losowości wydarzeń na torze, zaproponowano (np. Lando Norris w wywiadzie dla F1) aby VSC miało swój minimalny czas trwania, +1 okrążenie liczone od chwili wywołania neutralizacji.
Wobec tego, że samo VSC nie należy bezpośrednio do DNA F1 i jest względnie nową procedurą, tworzy się nam czysto akademicka dyskusja na temat tego jak powinien wyglądać sport i które zasady powinny być sprawiedliwe, a które akceptujemy jako niesprawiedliwe, bo takie są wyścigi. Pełna neutralizacja z samochodem bezpieczeństwa także bywa niesprawiedliwa, jednak tutaj zasadność wprowadzania neutralizacji jest niepodważalna, jeżeli na torze pojawia się niebezpieczeństwo związane z wypadkiem. Jednak przez to ile trwa pełna neutralizacja, nawet przy niefortunnym czasie jej wywołania, ryzyko zaprzepaszczenia wyścigu jest mniejsze - choćby ze względu na restart w zbitej stawce. W przypadku VSC u Norrisa w Madrycie, to zniszczyło jego wyścig, choć charakterystyka toru jest tu nie bez znaczenia.
Historia zna przykłady gdy VSC zagwarantowało zwycięstwo.
Rok 2020, Grand Prix Emilii Romanii. Lewis Hamilton walczy o zwycięstwo z Valtterim Bottasem. Fin prowadził w wyścigu i zjechał do alei serwisowej na pit stop. Kilka okrążeń później na torze zatrzymuje się Esteban Ocon. Lewis jest akurat przed zjazdem do pit lane gdy pojawia się VSC. Hamilton zatrzymuje się u mechaników, a gdy wyjeżdża z alei, VSC się kończy. Niezależnie od szans Valtteriego w walce z Lewisem, to zwycięstwo zostało Brytyjczykowi podarowane przez VSC. Sprawiedliwe? Nie do końca. Znów pojawia się pytanie. Czy to akceptujemy, czy uważamy to za lukę w przepisach którą powinno się załatać.
FIA zna rozwiązanie problemu.
Bliżej mi do stwierdzenia, że obecny kształt VSC nie odpowiada duchowi F1. Dlaczego masz cierpieć i przegrywać z powodu błędu czy awarii kogoś, kto nawet nie jest blisko Ciebie na torze? Wyjścia są dwa - albo w takiej sytuacji zamykamy aleję serwisową i otwieramy ją dopiero gdy pierwszym samochodem przed nią jest lider wyścigu, albo wydłużamy okres VSC, tak aby każdy przejechał całe okrążenie na równych warunkach. W innym wypadku sytuacje, w których ktoś potężnie straci na VSC będą się powielać. Nie jest to scenariusz który jest nagminnie powtarzany. Jednak zarówno sytuacja Norrisa jak i Hamiltona są wystarczająco wyraziste, aby poważnie zastanowić się nad tym, jak VSC będzie działał w przyszłości.
Ostatecznie jedno rozwiązanie jest wdrożone i funkcjonuje tuż pod nosem Formuły 1. W wyścigach F2 w okresie VSC nie można wypełnić obowiązkowego pit stopu. Co być może byłoby najbardziej sprawiedliwym wyjściem dla F1. Masz uszkodzony samochód? Możesz zjechać, wymienić opony, przednie skrzydło, tak aby bezpiecznie kontynuować jazdę. Natomiast odbiera to możliwość odbębnienia przepisu i zyskania przewagi tylko przez to, że znalazłeś się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Tym samym udaje nam się podtrzymać podstawową idee stojącą za VSC. To zamrożenie wyścigu na czas niebezpieczeństwa na torze. Przerwa w wyścigu. Nikt na tym nie powinien zyskać, nikt nie powinien stracić.
W przypadku wyścigów na dwa pit stopy to wciąż byłaby potencjalnie dobra okazja do zbudowania sobie przewagi, ale w przypadku takich wyścigów jak w Madrycie, Monako czy Singapurze, gdzie wyprzedzanie jest ekstremalnie trudne, nie otwierałoby to furtki do odebrania zwycięstwa tym, którzy rzeczywiście są najszybsi. W końcu chyba wszyscy zgodzimy się z Lando Norrisem w tym, że o wygranej powinna przede wszystkim decydować prędkość. W Madrycie rozstrzygnięcie było wprost zależne od szczęścia i odpowiedniego wyczucia czasu.
